Thursday, April 5, 2018

Dzień 9

Outeiro - Rubial - Deseiro de Arriba - A Susana - Vixoi - Pineiro - Angrois - Santiago de Compostela

Wyruszam dosyć późno, jednak do przejścia tylko krótki dystans. Cieszę się każdym krokiem tych ostatnich kilometrów. Trasa wiedzie leśnym duktem spowitym poranną mgłą. Wymijam Juana i Dawida, którzy rozpoczęli wędrówkę przede mną. Wypytuję ich o plany w Santiago. Dochodzę do baru przy ruchliwej ulicy i zatrzymuję się na kawę. Zbieram też pieczątkę do credentiales. Kobieta za barem bardzo upiera się, żebym zatrzymał się w jej albergue. Dziękuję jej bardzo i zastanawiam się skąd biorą się pomysły schroniska przy autostradzie, zaledwie kilka kroków od Santiago. No cóż, widocznie jest na to popyt.

David, Juan i ja przed katedrą
Przed samym Santiago ponownie doganiam moich porannych towarzyszy. Dawid jest niezadowolony i niechętny do rozmowy w języku angielskim. W końcu rozwiązuję tajemnicę butelek z wodą. Okazuje się, że na południu Hiszpanii używa się ich, żeby odganiać… pchły. Ciekawe czy to faktycznie działa, czy też jest to podobny zabobon jak krzyż chroniący Suzan od deszczu. 

Do katedry docieramy razem. Robimy zdjęcia i żegnamy się. Udaję się odebrać certyfikat. Na formularzu nie potrafię zrozumieć różnicy pomiędzy celem religijnym a duchowym. Pytam człowieka za biurkiem o wyjaśnienie różnicy. Mówię mu, że przecież albo chodzimy duchu albo w ciele. Myślę, że nie rozumie mojego odniesienia do 8-go rozdziału listu do Rzymian. W końcu zaznaczam “Duchowe”. 

Następnie idę się zakwaterować w hotelu. Po zostawieniu plecaka zwiedzam katedrę. Oglądam rzekomy grób świętego Jakuba. Dookoła katedry cała masa sklepów z dewocjonaliami. Wydaje się, że można tam kupić wszystkie przedmioty liturgiczne. 

Na obiad zamawiam polecany wcześniej przez Juana lokalny przysmak caldo gallego, czyli warzywny wywar. Zupa ma jakiś charakterystyczny, nieznany mi wcześniej smak podobny do szczawiu. Na drugie danie zjadam pulpo, które okazuje się być potrawą z ośmiornicy i ziemniaka. Jest smacznie, ale kombinacja smaków nie powala mnie na kolana. 

Zwiedzam śródmieście Santiago de Camino i kupuję trochę upominków. Czas zakończyć przygodę ze szlakiem świętego Jakuba.




No comments:

Post a Comment