Thursday, April 5, 2018

Dzień 2

Las Medulas - Puente de Domingo Florez - Quereno - Pumares - Nogueiras - Sobradelo - Entoma - O Barco - Arcos - Villamartin



Na śniadanie dostaję suchary i zimną, wczorajszą kawę. Nogi obolałe, ale wyruszam pogodnie trochę rozbawiony tym skromnym posiłkiem. Początek drogi wiedzie wśród drzew i dzikiej przyrody. Bycie prawdziwie oddalonym od wszelkiej cywilizacji sprawia, że czuję się wolny i szczęśliwy. 

W Puente de Domingo planuję zaopatrzyć się w wodę, jednak wszystko zastaję zamknięte. Jednocześnie miasteczko sprawia ponure wrażenie i cieszę się, że wczoraj nocowałem w niemalże opuszczonym Las Medulas. Pogoda nie sprzyja, pada lekki deszcz i wieje. Jest zimno.

W O Barco podobno dostanę paszport, taką informację uzyskał i przekazał mi wczoraj jezuita. Docieram do jakiegoś baru z symbolem muszli Jakuba. Życzliwość miejscowych nie przestaje mnie zaskakiwać. Kiedy tłumaczę, że szukam credentials, wszyscy naraz chcą mi pomóc. Uruchamiają smartfony, dzwonią. Francuz mieszkający na stałe w O Barco oferuje, że zawiezie mnie do lokalnej diecezji. Tam kierują nas do Caritasu. Fiasko. Wracamy do baru. Dziękuję serdecznie Francuzowi i oferuję mu lampkę wina na mój koszt. Stanowczo odmawia. 

Barmanka bardzo zdesperowana by mi pomóc. Dowiaduję się, że w A Rua w ratuszu podobno będę mógł nabyć paszport. Barmanka oferuję, że mnie tam zawiezie, ale dziękuję jej bo i tak moja trasa prowadzi przez A Rua. Jestem wdzięczny za wszelką pomoc. Okazuje się, że Francuz, który zdążył już uciec, zapłacił wcześniej za moją wodę. Zamawiam kawę za €1 bo dziwnie się czuję nie zostawiając nic tym dobrym ludziom. Zupełnie jakby pelegrinos mieli jakiś specjalny status, którego nie potrafię zrozumieć.


O Barco jest dosyć żywym i ładnym miasteczkiem. W lokalnym sklepie zaopatruję się w wodę (w końcu!) oraz ser, bułkę i najlepsze chorizo jakie kiedykolwiek jadłem. Organizuję sobie piknik nad rzeką, przede mną ostatnie 7 km drogi. Później okaże się jednak trochę więcej. Odcinek do Villamartin jest jednym z gorszych do tej pory, prowadzi wzdłuż ruchliwej i zakurzonej drogi. W końcu udaje mi się znaleźć jakiś hostel. Dystans dłuższy niż planowałem, bo aż 40 km. Jakże cudownym uczuciem jest możliwość wzięcia gorącego prysznica po dwóch dniach marszu!




No comments:

Post a Comment